Pontresina –
Myjemy się w pobliskiej toalecie kolejowej, przepakowanie i ok. 10.30 wyruszamy. Przez długi czas płasko, szrutową szeroką drogą dnem doliny, potem już ścieżką. Pod koniec zakosami coraz wyżej i stromiej do schroniska, znajdującego się na zboczach Piz Morteratsch –
Tłumów jeszcze nie widać, ale pomału robi się ruch. Gotujemy obiad w winter roomie. Pomieszczenie znajduje się zaraz za wejściem do schroniska. Jest betonowe jakby niedawno dobudowane. Zauważyłem 6 łóżek, ale na podłodze sporo miejsca. W kącie stary piecyk kuchenny.
Dostajemy pokój na piętrze o wdzięcznej nazwie Piz Bianco. Cena noclegu z ulgą OEAV 22 CHF. Jeśli ktoś chce wykupic do noclegu śniadanie dopłaca 11 CHF. (UWAGA! Zalecam rano być punktualnie w jadalni, inaczej Nasza porcja może znaleźć się w innych brzuchach). Zasypiamy o 21.00 bo pobudka o 03.15.
Sobota, dzień drugi. Wstajemy punktualnie, jakoś zbytnio się nie spiesząc, jakby była dziś planowana wycieczka na Giewont. Posiłek, pakowanie i już stoimy gotowi przed schroniskiem. Jest ciepło. Wychodzimy ok. 04.30. Ścieżka wyraźna, która jakoś dziwnie skręca w lewo, ale są łańcuchy, więc wspinamy się chwilę. Ścieżka nadal kieruje się w lewo. Sięgam zaniepokojony po gps. Fuck!!!! Odchodzimy od śladu. To nie ta droga. Wbijamy się w drogę na Piz Morteratsch. Odwrót. Po krótkim czasie, przekroczeniu głębokiego żlebu wchodzimy na właściwą drogę. Na szczęście wiele czasu nie straciliśmy. Pojawiają się odblaski pokazujące w nocy kierunek. Jest ok. godz. 07.00, wychodzimy na wypłaszczenie terenu. Widać już w oddali przełęcz, na którą musimy się dostać na grań. Chwilę odpoczywamy. Zaczyna się śnieg i kolejne ostre podejście. W połowie drogi, przy skałach przekraczamy głęboką i długą szczelinę. To chyba jedyne miejsce, aby ją przekroczyć. Na przełęczy jesteśmy o 09.00. Słońce oświetla już otaczające Nas szczyty. Jak to na grani trochę wieje. Kolejny odpoczynek. Szpeimy się. Ja idę z Arkiem, Paweł z Renatą. Przed Nami już się wbijają w ścianę. Tu zaczyna się wspinaczka o trudności ok. IV. Skały zaśnieżone, więc trzeba uważać. Oczywiście pełna asekuracja. Idzie Nam dobrze.
Jesteśmy pod Prieolusem 3610m –
Teraz wznosimy się, raz to stromo, raz łagodniej śnieżną granią. Wciąż do góry i nie widać końca, ale pogoda bajkowa i nie odczuwam jakiegoś ogromnego zmęczenia. Jest rewelacyjnie. W końcu osiągamy wierzchołek Piz Bianco 3995m. O dziwo Paweł z Renią szybko Nas dogonili. Renia jest wykończona, źle się czuje, przecież nawet nic nie piła. Jak Ona dała radę tu wejść???? –
Jest 14.15. Późno. Renia nie ma szans wejścia na wierzchołek, przeciez trzeba jeszcze z niego zejść a czas kiepski. Dzwonimy po śmigło. Centrala odpowiada, że pomoc nadleci za 30 min. Jest wiele wypadków. Zbieram większość szpeju Pawła. On zostaje z Renatą. Pożyczam również drugą dziabę, będzie zdecydowanie łatwiej. Wyruszamy. Okazuje się że pomoc nadleciała dopiero za godzinę. My zjeżdżaliśmy już z ostatniej turni. Ponaglam Arka. Musimy się sprężyć, ale nie ma też co szaleć bo na tak wąskiej grani, jeden ruch i “koniec wycieczki”. Wchodzimy na Piz Bernina o 18.10. Jesteśmy na Nim 20 min. Foty, łyk wody i “śmigamy w dół” bo słońce nabiera koloru do zachodu.
Początkowo łatwo, II-
Następnego dnia (niedziela 28 września) wstajemy w ogóle nie wyspani o 09.00. Jedyny sen to nad ranem. W schronie jest już prawie pusto. Śniadanie, napełnianie termosów wodą i wychodzimy dopiero o 11.00. Z powodu zmęczenia, brakiem snu oraz kontuzją mojego partnera oraz późną porą wyjścia, nie planujemy ataku na Piz Palü –
Idziemy trawersem ” bella vista” a później w dół po skałach (wiele zjazdów) w kierunku widocznej daleko doliny, powstałej po cofającym się lodowcu Morteratsch (Vadret da Morteratsch) początkowo wzdłuż kopczyków później już na wyczucie.
Droga strasznie się dłuży, obchodzimy trudne miejsca aż w końcu docieramy do czoła lodowca, które swą wysokością robi na Nas ogromne wrażenie. Jest 18.30. Teraz jeszcze szrutową szeroką drogą 40nin. do miejscowości Morteritsch, która znajduje sie pomiędzy Pontresiną a Diavolezzą. Tu stacja kolejowa.
Mamy szczęście. Pociąg do Pontresiny przyjeżdża za 10min. Ze szwajcarską precyzją pociąg na stacji pojawia się punktualnie. W Pontresinie jesteśmy za 10 min. Jest 19.45. Tutaj w poczekalni czekają na Nas Paweł i Renata. Długo jeszcze rozmawiamy i dzielimy się spostrzeżeniami.
To była naprawdę niesamowita przygoda ze szczęśliwym wejściem na niesamowitą górę 🙂





