RELACJE - Wojciech Gaszka - strona prywatna

Project1
  • banner_flash4
  • banner_flash1
  • wowslider
  • banner_flash3
cssslider by WOWSlider.com v8.6
Idź do spisu treści

Menu główne

RELACJE

TEMATY


Wyjazdy i relacje

 

2016.10.20
Matterhorn Liongrat



2015.07.09
Dwa czterotysięczniki -  Lagginhorn i Weissmies.




2014.09.30
Piz Bernina zdobyty!!!





2014.03.02
Główna Grań Tatr Zachodnich (22-28.02.2014)

Zimowe przejście Głównej Grani Tatr Zachodnich - od Huciańskiej Przełęczy (Słowacja) do Przełęczy Liliowe (Polska) zakończyło się pełnym sukcesem. Nie było jednak łatwo.
Planowany czas przejścia - w 5 dni -  okazał się nie do zrealizowania. Główny powód to warunki atmosferyczne, śniegowe, no i jakby nie patrzeć, na niektórych odcinkach trudny technicznie teren wspinaczkowy. Udało Nam się osiągnąć cel po 7 dniach, gdzie ostatni był niespodziewanie najtrudniejszą przeszło 10-cio godzinną walką z pogodą i Naszym wyczerpaniem.




2013.12.15
"Królowa Beskidów" na rozpoczęcie sezonu zimowego ...
"Królowa Beskodów" czyli Babia Góra (1725m) stała się punktem wypadowym na rozpoczęcie sezonu zimowego i rozruszanie kości po dość długiej między sezonowej przerwie.
Aura, oczywiście dopisała, gdyż panująca od kilku dni inwersja w górach dawała pewną pogodę powyżej 1000m. Była to dość krótka wycieczka, bo zaledwie 7-mio godzinna, ale za to obfitująca w wspaniałe widoki, jak to bywa w tym paśmie przy pięknej pogodzie. Niesamowita przejrzystość powietrza pozwoliła na podziwianie panoramy najbardziej odległych rejonów górskich, czyli od południa, oczywiście Tatr, zachodu całego Beskidu Żywieckiego i Śląskiego itd..
Warunki turystyczne idealne.
Pokrywa śniegowa na grani - 40cm, śnieg zsiadły, przewiany, miejscami przepadający, główne szlaki przetarte, temp. 0 stpni przy wietrze ok. 15 km/h. 2 stopień zagrożenia lawinowego na północnych stokach. Lampa.



2013.09.21-25
Alpy Pennińskie - Dufourspitze 4634 m n.p.m
.

Pod koniec sezonu letniego, udało się jeszcze raz wyjechać w Alpy. Tym razem padło na jeden z najwyższych szczytów Alp (konkretnie trzeci szczyt Europy) - Dufourspitze, znajdujący się w największym masywie górskim - Monte Rosa.

Relacja




2013.06.17-20
Alpy Bawarskie tonęły w upałach

Tego nikt się nie spodziewał. Po ulewnych tygodniach i powodziach w Niemczech, słońce i temperatura nadrobiły zaległości.
Trafiliśmy z wyjazdem w sam środek "tropików".
Bazą wypadową było urokliwe miasteczko Garmisch-Partenkirchen, znane głównie, ale nie tylko, z Pucharów Świata w Skokach Narciarskich jakie odbywają się tutaj co roku.


          

                                     
Pierwszego dnia zachwyceni bezchmurną pogodą - nie wiedząc jeszcze o temperaturach - zdecydowaliśmy się na atak na "dach Niemiec" czyli Zugspitze 2962 m n.p.m. Pobudka 5:00 tak aby znaleźć się na parkingu w miejscu wyjścia (Hollentalklamm) w miarę wcześnie. Udało nam się wyjść ma szlak o 6:30. Przed Nami 8 godz marszu i wspinaczki. Po drodze mijamy przepiękny wąwóz z licznymi kaskadami i wodospadami, po 2,5 godz. dochodzimy do schroniska Höllentalangerhütte leżące na wysokości 1381 m.


                            

        
Tutaj "szczęki Nam opadają". Kierownik schroniska zdecydowanie odradza dalszą wędrówkę ze względu na duże zagrożenie lawinowe i późną porę. Jest 9:00. Na lodowcu będziemy w południe czyli w najgorszym czasie. Po krótkim namyśle idziemy sprawdzić. Mimo robienia coraz większej wysokości nie odczuwamy chłodniejszej temperatury, wręcz przeciwnie. Dochodzimy do lodowca. Rzeczywiście śniegu jest sporo, robi się miękki, ale nie wygląda to tragicznie. Idziemy dalej. Na lodowcu czujemy się jak na pustyni. Słońce praży jak w Egipcie. Podchodzimy pod ścianę, gdzie zaczyna się ostatni etap ferrat - konkretna wspinaczka aż na sam szczyt. Wcześniej widoczne szczeliny na lodowcu.




Nie spieszymy się, choć osatnia kolejka ze szczytu zjeżdża w dół, nie wiadomo czemu, około godziny 17:00. Dla spóźnialskich pozostaje 6 godz. zejścia w dół. W niektórych miejscach napotykamy trudności, wiążemy się liną - ferrata jest zasypana śniegiem, można łatwo zjechać, bo teren dość eksponowany. W końcu przed oczami pojawia się krzyż. Już blisko. Jeszcze tylko kolejny odcinek zasypanej ferraty, którego nie można w żaden sposób obejść i jesteśmy na szczycie. Jest 16:00. Coś dłużył Nam się ten wspin. Parę fotek ze szczytu i schodzimy ostrożnie na platformę widokową gdzie znajduje się górna stacja kolejki.




Od dolnej stacji w 1,5 godz. leśną drogą dochodzimy do punktu wyjścia gdzie zaparkowaliśmy samochód.
Ponieważ wyjazd od początku traktowany był jako lajtowy, kolejnego dnia zdecydowaliśmy się na odpoczynek i zwiedzanie. Urokliwe miasteczko z wieloma wąskimi pasażami, stylowe bawarskie budownictwo no i oczywiście Ośrodek Olimpijski ze skocznią.
Na trzeci dzień wypadało znów iść w góry. Padło na znany, nie tylko z nazwy, szczyt - piramida Alpspitze sięgający 2628 m. Warunki śniegowe z dołu na ten szczyt nie wyglądały zbyt zachęcająco, dlatego zdecydowaliśmy się na wjazd kolejką na
Osterfelderkopf i dalej piękną lecz stosunkowo łatwą ferratą na szczyt. Powrót początkowo wschodnią granią, później obejście góry ferratą z powrotem do kolejki. Zajęło Nam to niecałe 6 godzin. Szkoda, że nie było Nam dane zobaczyć górskiej fauny. Napotkaliśmy jedynie takie kozice



Kolejny, ostatni dzień w górach to wycieczka na wysokość 1236 m na Eckbauer skąd podziwiać można największe szczyty Alp Bawarskich.


04.05.2012
Mały Szlak Beskidzki 28-02.05.2012

Cel jaki sobie postawiłem został zrealizowany w 100%. Ale nie było łatwo! Głównie z powodu niesprzyjających warunków atmosferycznych, które nie ułatwiały wędrówki.

Jest to szlak oznaczony kolorem czerwonym, którego początek rozpoczyna się w Bielsku-Białej Straconce a kończy na Luboniu Wielkim. Przemierza najciekawsze rejony Beskidu Małego, Makowskiego oraz Wyspowego. Jego całkowita długość to 137 km. Jest czwartym długościowo szlakiem Polskich Karpat.

Krótka relacja:
Pierwszy dzień to dojście do schroniska na Chrobaczej Łące ze względu na długi dystans kolejnego dnia. Tak więc w Straconce pojawiłem się o godzinie 15-tej. Miałem do przejścia jedynie 6,7 km czyli ok. 2 godz. 30 min. na wysokość 828m n.p.m. W sam raz na rozruszanie kości.
Drugiego dnia ruszam o 7:15 schodząc do Żarnówki, gdzie znajduje się zapora wodna Porąbka typu ciężkiego zbudowana w latach 1928-1937. Od samego rana dość mocno wiało, ale to co zastałem na dole, przechodząc przez zaporę, przerosło moje oczekiwania. To już był bardzo silny wiatr, który tworzył potężne fale na Jeziorze Międzybrodzkim. I pierwsze podejście - na górę Żar. Szczerze mówiąc liczyłem na większą stromiznę. Na szczycie to już potężny huragan, który huczał poprzez stalową konstrukcję wieży przekaźnikowej. Kolejny odcinek szlaku to dość płaski grzbiet ciągnący się przez Kiczerę, Cisową Grapę, piękne widokowo polany Potrójnej do rezerwatu Łamanej Skały i dalej na szczyt Leskowca. Mimo, że trasa według mapy wyglądała dość zalesiona to leśnych odcinków było niewiele co w panujący upał potęgowało odczucie zmęczenia. Niestety, na szlaku żadnych źródełek czy potoków. W taką pogodę, na tym odcinku, proponuję zaopatrzyć się dobrze w wodę. W schronisku zameldowałem się przed godziną 18-tą.
Dzień trzeci. To miał być łatwiejszy dzień. Zejście do Krzeszowa, później krótkie, ale dość strome podejście na Żurawnicę 733m n.p.m. zejście do Zembrzyc i kolejne podejście tym razem na Chełm 793m n.p.m. skąd zejście do Palczy. Coraz większe temperatury spowodowały, że trasa strasznie się wydłużyła. Ze względu na brak noclegów w Palczy, dojazd busem do Harbutowic, gdzie znajdowało się jedyne gospodarstwo agroturystyczne.
Czwartego dnia postanowiłem szybciej ruszyć w drogę tym bardziej, że trasa znów długa. Banica, Sularzowa, Myślenice, Kudłacze. Pierwszy odcinek do Myślenic rewelacyjny, gęsty las szczelnie zasłonił silne promienie słoneczne, więc do Myślenic dotarłem z przyzwoitą formą. Problemy zaczęly się, kiedy rozpocząłem żmudne i strome podejście na Kudłacze. Ponieważ jednak zapas czasu był duży pomalutko, krok po kroku zbliżałem się do celu jakim było schronisko PTTK na Kudłaczach.
Upał nie ustawał. Robiło się parno w związku z czym wieczorem zaczęły tworzyc sie chmury burzowe.
Poranek piątego dnia znów przywitał mnie pięknym słońcem. Biorąc lekcje z poprzednich dni ze schroniska wyszedłem już przed godzina 6-tą tym bardziej, że był to najdłuższy odcinek całego szlaku. Jak się później okazało zajął mi 12 godz. 30 min. Ale po kolei. Na początek podejście na Łysinę i Lubomir 904m n.p.m. - najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego. Na szczycie nowo wybudowane Obserwatorium Astronomiczne im. Tadeusza Banachiewicza oddane do użytku w 2007 roku. Później zejście do Przełęczy Jaworzyce i podejście na Wierzbanowską Górę (poniżej szczytu szałas z możliwościa przenocowania), Dzielec do Kasiny Wielkiej. Kto był w Beskidzie Wyspowym to wie jak wygląda wędrówka w tym paśmie górskim. W górę w dół, duże różnice wzniesień zmuszają turystę do wykrzesania z siebie wszystkich sił. Do tego słońce i temperatura w cieniu dochodząca do 30 stopni Celcjusza mówi sama za siebie. Z Kasiny wręcz pionowe podejście na Lubogoszcz 968m n.p.m. Na szczycie 3 metrowy stalowy krzyż. Zejście zdecydowanie łagodniejsze do Mszany Dolnej, skąd do Glisnego - jednej z najładniejszych miejscowości położonej na przełęczy pomiędzy Luboniem Wielkim a Szczeblem. Stamtąd znów mocne podejście, ale już ostatnie na całej trasie na liczący 1022m n.p.m. Luboń Wielki - charakterystyczny stożek zwany przez miejscowych Biernatką. UWAGA! W czasie silnych opadów deszczu wejście bardzo utrudnione ze względu na stromiznę oraz gliniaste podłoże. Na szczycie znajduje się nieduże charakterystyczne schronisko PTTK wybudowane w 1931 roku, radiowo-telewizyjna stacja nadawcza oraz punkt meteorologiczny. Zameldowanie w schronisku i koniec szlaku o 18:15.

Podsumowując, przebieg szlaku rewelacyjny, bardzo atrakcyjny krajobrazowo w związku z przebiegiem szlaku trzema pasmami górskimi, obfitujący w mnóstwo widoków. Jednak z powodu wysokich temperatur nie był łatwy. Nie zakłóciło to jednak - no bo jakże by inaczej - mojego harmonogramu trasy. Codzienne odcinki zajmowały średnio 10-11 godzin z niewielkimi przerwami. Pomimo tego bardzo serdecznie polecam ten szlak.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego