Piz Bernina_relacja - Wojciech Gaszka - strona prywatna

Project1
  • banner_flash4
  • banner_flash1
  • wowslider
  • banner_flash3
cssslider by WOWSlider.com v8.6
Idź do spisu treści

Menu główne

Piz Bernina_relacja

TEMATY

Piz Bernina 26-28.09.2014

 
 
 
 


Pontresina - znana szwajcarska baza narciarska z ośrodkiem sportowym, jeden z punktów wyjścia w Masyw Berniny. Jest godz. 9.00, piątek - 26 września 2014 r, pochmurno, dość chłodno. Parkujemy przy dworcu kojelowym. Mały parking, ale są jeszcze 4 miejsca wolne. Opłata za dobę 8 CHF. Wykupujemy na 3 dni. Nie spieszymy się. Dziś tylko do schroniska Tschierva Hütte. Według drogowskazu przy parkingu 4 h, więc spoko.



Myjemy się w pobliskiej toalecie kolejowej, przepakowanie i ok. 10.30 wyruszamy. Przez długi czas płasko, szrutową szeroką drogą dnem doliny, potem już ścieżką. Pod koniec zakosami coraz wyżej i stromiej do schroniska, znajdującego się na zboczach Piz Morteratsch - szczytu w Masywie Berniny (3751m). Jest godzina 16 - ta, więc szliśmy 1 godz. dłużej. Poogda poprawia się. Odsłaniają się po kolei szczyty przykryte wcześniej gęstymi chmurami. Przed Nami pojawia się grań Biancograt. Robi na Nas niesamowite wrażenie. Wysoka i długa grań oświetlona słońcem zdecydowanie wyróżnia się wśród innych wierzchołków.

   



Tłumów jeszcze nie widać, ale pomału robi się ruch. Gotujemy obiad w winter roomie. Pomieszczenie znajduje się zaraz za wejściem do schroniska. Jest betonowe jakby niedawno dobudowane. Zauważyłem 6 łóżek, ale na podłodze sporo miejsca. W kącie stary piecyk kuchenny.
Dostajemy pokój na piętrze o wdzięcznej nazwie Piz Bianco. Cena noclegu z ulgą OEAV 22 CHF. Jeśli ktoś chce wykupic do noclegu śniadanie dopłaca 11 CHF. (UWAGA! Zalecam rano być punktualnie w jadalni, inaczej Nasza porcja może znaleźć się w innych brzuchach). Zasypiamy o 21.00 bo pobudka o 03.15.


Sobota, dzień drugi. Wstajemy punktualnie, jakoś zbytnio się nie spiesząc, jakby była dziś planowana wycieczka na Giewont. Posiłek, pakowanie i już stoimy gotowi przed schroniskiem. Jest ciepło. Wychodzimy ok. 04.30. Ścieżka wyraźna, która jakoś dziwnie skręca w lewo, ale są łańcuchy, więc wspinamy się chwilę. Ścieżka nadal kieruje się w lewo. Sięgam zaniepokojony po gps. Fuck!!!! Odchodzimy od śladu. To nie ta droga. Wbijamy się w drogę na Piz Morteratsch. Odwrót. Po krótkim czasie, przekroczeniu głębokiego żlebu wchodzimy na właściwą drogę. Na szczęście wiele czasu nie straciliśmy. Pojawiają się odblaski pokazujące w nocy kierunek. Jest ok.  godz. 07.00, wychodzimy na wypłaszczenie terenu. Widać już w oddali przełęcz, na którą musimy się dostać na grań. Chwilę odpoczywamy. Zaczyna się śnieg i kolejne ostre podejście. W połowie drogi, przy skałach przekraczamy głęboką i długą szczelinę. To chyba jedyne miejsce, aby ją przekroczyć. Na przełęczy jesteśmy o 09.00. Słońce oświetla już otaczające Nas szczyty. Jak to na grani trochę wieje. Kolejny odpoczynek. Szpeimy się. Ja idę z Arkiem, Paweł z Renatą. Przed Nami już się wbijają w ścianę. Tu zaczyna się wspinaczka o trudności ok. IV. Skały zaśnieżone, więc trzeba uważać. Oczywiście pełna asekuracja. Idzie Nam dobrze.



Jesteśmy pod Prieolusem 3610m - skalistym szczytem, który pokonuje się jeszcze przed wejściem na lodową grań . Uświadamiamy sobie, że trochę goni Nas czas. Nie wchodzimy na wierzchołek, z którego i tak zaraz się zjeżdża, tylko trawersujemy go z lewej (po wyraźnych śladach na śniegu). Pech chciał, że wspinający się przed Nami, "zrzucają" kamienie. To jest moment, słyszymy straszny świst. Partner za mną dostaje dużym odłamkiem w kolano. Czuję szarpnięcie liny...  Momentalnie zwala go z nóg. Słyszę tylko: Aaa....kur.... mać. W pierwszej chwili myśl taka - złamana noga. Wołam: Aro pod ścianę!!! Jakoś się dowleka. Widzę jego ból na twarzy i myślę:  ... no to ładnie. Wyciągam szybko apteczkę. Noga szybko puchnię. Dzięki Bogu, to chyba tylko silne słuczenie. Może iść dalej. Wkrótce dochodzimy na przełęcz tuż przed lodową granią. Jest 11.30. Piękny stąd widok na dalszy odcinek Naszej drogi. Z drugiego zespołu, Renata ma coraz silniejsze bóle brzucha, które rozpoczęły się już na początku grani. Nie czuje się dobrze, ale jest silna psychicznie i postanawia iść dalej.



Teraz wznosimy się, raz to stromo, raz łagodniej śnieżną granią. Wciąż do góry i nie widać końca, ale pogoda bajkowa i nie odczuwam jakiegoś ogromnego zmęczenia. Jest rewelacyjnie. W końcu osiągamy wierzchołek Piz Bianco 3995m. O dziwo Paweł z Renią szybko Nas dogonili. Renia jest wykończona, źle się czuje, przecież nawet nic nie piła. Jak Ona dała radę tu wejść???? - myślę sobie. Widoki piękne, ale do celu wciąż daleko. Teraz czeka Nas przejście przez kilka turniczek i bardzo wąską, silnie eksponowaną grań, conajmniej kilka zjazdów i wbijanie się w główną ścianę Bernina.



Jest 14.15. Późno. Renia nie ma szans wejścia na wierzchołek, przeciez trzeba jeszcze z niego zejść a czas kiepski.  Dzwonimy po śmigło. Centrala odpowiada, że pomoc nadleci  za  30 min. Jest wiele wypadków. Zbieram większość szpeju Pawła. On zostaje z Renatą. Pożyczam również drugą dziabę, będzie zdecydowanie łatwiej. Wyruszamy. Okazuje się że pomoc nadleciała dopiero za godzinę. My zjeżdżaliśmy już z ostatniej turni. Ponaglam Arka. Musimy się sprężyć, ale nie ma też co szaleć bo na tak wąskiej grani, jeden ruch i "koniec wycieczki". Wchodzimy na Piz Bernina o 18.10. Jesteśmy na Nim 20 min. Foty, łyk wody i "śmigamy w dół" bo słońce nabiera koloru do zachodu.


   

Początkowo łatwo, II-ową granią potem ostry trawers śnieżną płn. ścianą skośnie w dół do stanowiska zjazdowego (25m). Widzimy już schronisko. Po zjeździe jeszcze łagodnie 30 min w dół i stoimy przed wejściem do winter roomu (schronisko zamknięte). Oddzielnie stojący budynek jest pełny (32 osoby) + My daje 34.

Następnego dnia (niedziela 28 września) wstajemy w ogóle nie wyspani o 09.00. Jedyny sen to nad ranem. W schronie jest już prawie pusto. Śniadanie, napełnianie termosów wodą i wychodzimy dopiero o 11.00. Z powodu zmęczenia, brakiem snu oraz kontuzją mojego partnera oraz późną porą wyjścia, nie planujemy ataku na Piz Palü - szóstego pod względem wysokości (3905m) szczytu w Masywie Bernina.
Idziemy trawersem " bella vista" a później w dół po skałach (wiele zjazdów) w kierunku widocznej daleko doliny, powstałej po cofającym się lodowcu Morteratsch (
Vadret da Morteratsch) początkowo wzdłuż kopczyków później już na wyczucie.

   

Droga strasznie się dłuży, obchodzimy trudne miejsca aż w końcu docieramy do czoła lodowca, które swą wysokością robi na Nas ogromne wrażenie. Jest 18.30. Teraz jeszcze szrutową szeroką drogą 40nin. do miejscowości Morteritsch, która znajduje sie pomiędzy Pontresiną a Diavolezzą. Tu stacja kolejowa.
Mamy szczęście. Pociąg do Pontresiny przyjeżdża za 10min. Ze szwajcarską precyzją pociąg na stacji pojawia się punktualnie. W Pontresinie jesteśmy za 10 min. Jest 19.45. Tutaj w poczekalni czekają na Nas Paweł i Renata. Długo jeszcze rozmawiamy i dzielimy się spostrzeżeniami.
To była naprawdę niesamowita przygoda ze szczęśliwym wejściem na niesamowitą górę :)

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego