GGTZ2014 - Wojciech Gaszka - strona prywatna

Project1
  • banner_flash4
  • banner_flash1
  • wowslider
  • banner_flash3
cssslider by WOWSlider.com v8.6
Idź do spisu treści

Menu główne

GGTZ2014

TEMATY








Od Huciańskiej Przełęczy ciągnie się stale na wschód do Liliowego grań Tatr Zachodnich, stanowiąca ponad połowę całej grani (42 z 75 km). Ta część ma charakter stosunkowo łagodny, choć w rejonie Rohaczy występują także formy skalne przypominające Tatry Wysokie. Suma wzniesień na całej długości Tatr Zachodnich wynosi ok. 9150 m.
Najwyższymi punktami tego odcinka grani są Banówka (2178 m) i Starorobociański Wierch (2176 m). Najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, Bystra (2248 m), leży poza granią główną, w grzbiecie odgałęziającym się w Błyszczu na południe. Istotne wzniesienia grani głównej Tatr Zachodnich to (z zachodu na wschód): Siwy Wierch, Brestowa, Salatyński Wierch, Pachoł, Banówka, Rohacze, Wołowiec, Jarząbczy Wierch, Kończysty Wierch, Starorobociański Wierch, Kamienista, Czerwone Wierchy, Goryczkowa Czuba i Kasprowy Wierch. Najniższymi, głębokimi wcięciami w całej grani Tatr są Palenica Jałowiecka (1570 m) i Tomanowa Przełęcz (1686 m).
Większość grani głównej Tatr Zachodnich położona jest na terenie Słowacji
jest to odcinek od początku grani aż do Wołowca. Od tego szczytu ściśle według grani przebiega granica polsko-słowacka.



R E L A C J A


Dzień 1

Na Wyżnią Huciańską Przełęcz dojeżdżamy na godzinę 13.30. W moim planie miała być 13-ta, ale spoko. Jest pochmurno, zresztą taka była prognoza, więc nie narzekamy :). Jest dość ciepło. Wyruszamy za znakami czerwonymi w kirunku płd.-wsch. wznosząc sie stopniowo przez 1,5 godz. O 15-tej pojawiają sie pierwsze skały osiągając wybitne i charakterystyczne wypiętrzenie w zach. grani Siwego Wierchu, zwanego Białą Skałą (1378m). Tu miejscami przeciskamy się przez wąskie szczeliny skał ubezpieczone łańcuchami co z dużymi plecakami nie jest takie łatwe. Po kolejnych 1,5 godz. pnąc się grzbietem osiągamy w końcu pierwszy wybitny szczyt Tatr od zach. Siwy Wierch (1806m). Jest 16.30. Robi się późno. Brak widoków z powodu mgły przyspiesza Nasz krótki odpoczynek. Na szczycie kierujemy się w lewo na płn.-wsch. i szybko tracimy wysokość schodząc dość łagodnie w kierunku przełęczy Palenica. Ponieważ jest już ciemno (godz. 18.00) i zaczyna pruszyć śnieg decydujemy się rostawić na niewielkim wypłaszczeniu, pomiędzy kosówkami, obóz I. Jesteśmy jakieś 20 min. od Przełęczy Palenica.

 
 


Dzień 2

Rano następnego dnia zbieramy się dopiero o 10.30. Pogoda poprawia się. Za pół godziny jesteśmy na przełęczy Palenica - szerokie wcięcie pomiędzy Siwym Wierchem a Brestową, dogodne dojście z Zuberca do Doliny Jałowieckiej. Teraz wznosimy się łagodnie, pierwsze na Zuberski Wierch (1756m), Małą Brestową - na szczycie krzyż (1903m) aby w końcu osiągnąć o godz. 12-tej Brestową (1934m). W lewo skręca tu szlak niebieski i opada poprzez Skrajny Salatyn do Doliny Rohackiej i do popularnego schroniska Zwierówka. My kierujemy się na płd. dalej za znakami czerwonymi w stronę Salatyńskiego Wierchu (2048m), który nadal zasłonięty jest chmurami. Nieopodal szczytu napotykamy słowackich skialpinistów zjeżdżających z jego stoków do Salatyńskiej Doliny. Jest 13.50. Mały odpoczynek i po 10 minutach udajemy się dalej. Mgła ograniczająca znacznie widoczność utrudnia Nam przez chwilę zejście z wierzchołka. Szybkie sięgnięcie do kieszeni po GPS i już jesteśmy na grani. Przed Nami dość eksponowana grań, która przy ograniczonej widoczności zwiększa swoją trudność. I tak aż do Zadniej Salatyńskiej Przełęczy. Dalszy odcinek jest już nieco łagodniejszy. Postanawiamy założyć obóz II na Spalonej (2084m) - kolejnej kulminacji, tym bardziej, że zauważamy na niej 2 platformy. Ze względu na wiatr wybieramy tą, znajdującą się nieco poniżej wierzchołka. Jest 16.30.
Nazwa Spalonej pochodzi od dawnej hali pasterskiej Spalona, położonej na jej płn-wsch. stokach i zajmującej tereny dzisiejszej Doliny Małej Spalonej i Doliny Spalonej.

 
 
 
 
 
 


Dzień 3

Trzeci dzień zapowiada się  ładnie. Choć wciąż wieje i rano jest zimno, widoki mocno mobilizują Nas do kolejnego dnia. Szybko pakujemy się i udajemy fajną granią w kierunku płd. na Spaloną Przełęcz a nastepnie wspinamy się na Pachoł (2167m). Postanawiamy nie wchodzić na sam wierzchołek tylko przetrawersować go od wschodu. Godzina 11.00. Szybko obniżając się po 20 minutach jesteśmy na Banikowskiej Przełęczy. Odpoczywamy. Przełęcz to jedna z ważniejszych połączeń pomiędzy dolinami południowej i północnej strony Tatr, łącząc turystycznie Liptów z Orawą. Teraz kolej na jeden z najwyższych szzczytów Tatr Zachodnich a najwyższy w jej głównej grani - Banówkę (2178m).
Nazwa Banówka wywodzi sie od robót górniczych prowadzonych tu krótko a zaniechanych ze względu na niedostatek rudy. Jesteśmy na nim o 12.15.
Od tego momentu zaczyna się eksponowana grań, która w zimie jest bardzo niebezpieczna ze względu na zasypane ułatwienia typu łańcuchy. Na razie wszystko żywcujemy. Szkoda Nam czasu. Po pół godzinie od szczytu napotykamy pierwsze większe trudności. Kilkunastmetrowy łańcuxh jest zasypany. Próbujemy go wytargać i wykopać. Zajmuje to sporo czasu. Częściowo się udaje, jednak nie cały. Akurat w najbardziej trudnym terenie jest pod 0,5 metrową twardą skorupą śniegu. Nachylenie sięga 70 stopni. Wiążemy się, bo każde najmniejsze potknięcie grozi odpadnięciem a przy takim kącie nie ma szans na jakąkolwiek reakcję.
Uświadamiamy sobie jak niewiele trzeba  aby zakończyła się tutaj Nasza wyprawa.
Nie ma możliwości założenia stanowiska. Asekurujemy się czekanem założonym za koniec łańcucha. W dalszej części grani pojawiają się miejsca tak wąskie, że nie wiadomo jak to przejść. Najlepiej okrakiem. Ale jazda ! - z prawej lufa z lewej lufa. Wąska grań ciągnie się aż do Przełęczy nad Zawratami przed Hrubą Kopą, gdzie w końcu odpoczywamy.

 
 

Idziemy dalej granią przez Trzy Kopy i dochodzimy do wniosku, że planowany obóz IV na Smutnej Przełęczy jest mało realny. Wymęczyła Nas ta graniówka a na przełęcz jeszcze kawał drogi. Pod Trzecią Kopą na wysokości 2115m odnajdujemy zasypaną platformę. Zbliża się 16.30. Decydujemy się tu rozbić IV-kę. Wieje i jest zimno. Zasypiamy lub raczej próbujemy o 20-tej.

 
 


Dzień 4

Wstajemy o 7.00. Ponieważ jesteśmy wysoko, słonko szybko nagrzewa namiot. Śniadanko i wychodzimy o 9.05. Okazuje się, że zejście na Smutną Przełęcz nie jest takie trudne i jesteśmy na niej po pół godzinie. Przed Nami 2 Rohacze. Wspinając się spotykamy dwóch schodzących Słowaków. Chwilę rozmawiamy. Mieli iść na Banówkę, ale rezygnują jak mówią, ze względu na dość trudne warunki śniegowe. Na Płaczliwym (2125m) jesteśmy o 11.00, na Ostrym (2088m) godzinę później.
Nazwę Rohacz Ostry wziął od swojej sylwetki zwieńczonej dwoma szczycikami podobnymi rogom lub rogaczowi co po słowacku znaczy
roháč.
Obawialiśmy się zejścia i stan łańcuchów, które ubezpieczają wejście na szczyt. O dziwo, wszystkie były odkryte, więc szybko dostaliśmy się na Jamnicką Przełęcz.

 
 

Na Jamnickiej Przełęczy jesteśmy o godzinie 13.00. Po pół godzinie wchodzimy na Wołowiec. POLSKA! To już bardzo mi znany i pewnie każdemu teren. Tutaj rozpoczynałem moją przygodę z zimowymi Tatrami. Ze szczytu kierujemy się na wschód, w kierunku dobrze widocznej Łopaty (1958m) i Jarząbczego Wierchu (2137m). Jesteśmy zmęczeni. Ponieważ znów mocno zaczyna hulać wiatr zastanawiamy się, czy ma sens, jeszcze dziś zdobywać Jarząbczego, tym bardziej, że jutro i tak planujemy dojść tylko do Pyszniańskiej Przełęczy. Odnaajdujemy super miejsce, zasłonięte od wiatru - za Łopatą na wysokości 1872m , 10 min nad Niską Przełęczą. Jest 15.00. Oh, jak cieplutko gdy nie wieje wiatr. Można się opalać. Suszymy wszystkie wilgotne rzeczy.
To był bardzo ładny i nietrudny dzień. Martwimy się jedynie kończącym się gazem. Gdyby zabrakło go Nam na Pyszniańskiej, nie będziemy mieli jak się ewakuować...

 
 


Dzień 5

Piąty dzień Naszej wędrówki to wciąż ładna pogoda, choć nadal wieje. Dziś do przejścia 3 wyniosłe szczyty: Jarząbczy, Starorobociański i Błyszcz. Trochę wypoczęliśmy.
Wychodzimy o 9.30. 5 minut i jesteśmy na Niskiej Przełęczy. Teraz strome wchodzenie na charakterystyczną zachodnią ścianę Jarząbczego Wierchu (2137m). Jest 10.30. Obniżamy się w kierunku płn.-wsch. i przez Jarząbczą Przełęcz łagodnie podchodzimy na Kończysty Wierch (2002m). Szukamy miejsca na postój. Znajdujemy je na Starorobociańskiej Przełęczy. Osłonięci od wiatru w niewielkim zagłębieniu posiłkujemy się. Tutaj ruch jest trochę większy, chętnie odwiedzany zwłaszcza przez polskich turystów, których kilku mijamy. Wchodzimy na kolejną górkę, najwyższą w Polskich Tatrach Zachodnich - Starorobociański Werch (2176m). Ze względu na oryginalną sylwetkę i położenie jest bardzo ciekawym turystycznie szczytem.
Mamy dobry czas. Jest 12.30. Schodzimy na Gaborową Przełęcz, gdzie po raz drugi odpoczywamy. Minęła godzina 13-ta. Pozostaje Nam oststni szczyt. Na Błyszczu (2159m), który jest początkiem krótkiej północnej grani na Bystrą - najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, jesteśmy o 14.30. Skręcamy ostro w lewo i w kierunku płn.-wsch. udajemy się na Pyszniańską Przełęcz. Tu o 15.30 rozbijamy obóz V. Gotujemy, co chwila spoglądając na palniki. Gaz jest już na wyczerpaniu. Sytuacja staje się lekko niepokojąca. Po głowie krąży już opcja awaryjna na kolejny dzień, bo na pewno nie starczy Nam, na ugotowanie czegokolwiek w ostatnim VI obozie. Zobaczymy co przyniesie kolejny dzień...!? :)

 
 
 
 


Dzień 6

W nocy przyszło załamanie pogody. Rankiem obudził Nas opad zmrożonego śniegu na dach namiotu. Pogoda fatalna. Znów jak w pierwszy dzień mgła. Nic nie widać. Jest zimno, wieje porywisty wiatr. Reszta gazu pozwala Nam ugotować co nieco. Szybko zwijamy namiot i jesteśmy gotowi do ataku Kamienistej (2121m) . Nie mamy wyjścia, trzeba iść do przodu. Nie wchodzimy na szczyt. Trawersujemy go od lewej, gdyż grań i tak skręca.
Mleko, szukamy grani, która teraz kieruje się na płn. W końcu odnajdujemy słupek graniczny. Idziemy poziomo wciąż zerkając na nawigację, aby czasem niepotrzebnie nie zboczyć i nie tracić czasu. Grań spiętrza się i zwęża. To znak ,że jesteśmy przed Smreczyńskim Wierchem (2066m). Nie da się iść wprost granią. Próbujemy obejść ją od lewej. Teren staje się trudny technicznie. Spoglądamy na siebie i kiwamy głowami - damy radę. Znów żywcujemy, aby nie marnować czasu. Kiedy teren łagodnieje, znów wchodzimy na grań. Teraz w dół na Smreczyńską Przełęcz i podchodzimy łagodną granią na Tomanowy Wierch Polski (1977m). Jest godzina 15-ta. Chwilę odpoczywamy, bo nie da się dłużej w takich warunkach i szybko schodzimy na Tomanową Przełęcz.
Niegdyś istniał dotąd czerwony szlak turystyczny, który jednak został skasowany przez TPN, po wcześniejszym usunięciu z drugiej strony przez Słowaków.
Jest to najniższa przełęcz w Głównej Grani Tatr, z dawna znane przejście wykorzystywane niegdyś przez górali i podróżników. W latach ostatniej wojny wiódł tędy jeden ze szlaków kurierskich z Polski na Węgry.
Ponieważ nie mamy już gazu decydujemy się na ewakuacyjne zejście do schroniska turystycznego "Ornak". Tak więc zbędny sprzęt pozostawiamy w depozycie na przełęczy i po 1,5 godzinie jesteśmy już w schronisku.
Była to jedyna i bardzo słuszna decyzja.

 
 
 
 


Dzień 7 (ostatni)

Ostatnią noc dobrze wypoczęliśmy i napełniliśmy brzuchy :). Zdajemy sobie sprawę, że do końca nie należy lekceważyć trasy i mobilizujemy się. W ostatni dzień ma być łatwo. Co tam, Czerwone Wierchy - pestka. Choć trasa długa nie jest trudna technicznie. Nic bardziej mylnego, ale o tym za chwilę...
Godzina 5.00. Pobudka. Musimy wyjść o 6-tej, aby dojść spokojnie na przełęcz na 8-mą. Pogoda kiepska. Zachmurzenie prawie całkowite. Słychać u góry jak wieje. O 8.00 jesteśmy, zgodnie z planem na Tomanowej. Szybko dorzucamy sprzęt i w górę. Trzeba jakoś ominąć Stoły, ponoć z lewej. Tak też czynimy. Szukamy jakiś śladów, ale nic z tego. Na początku były, ale znikły w zaspach. Wyciągam GPS. Trzeba trzymać się lewej strony grani. Teren robi się trudny. Jest duża ekspozycja. Nadal nie da się wbić w grań. Trawersujemy ją nadal. Robi się coraz "ciekawiej". W końcu znajdujemy przejście wprost do góry, jednak mocno nachylone. Żywcujemy, tu nie da się zakładać stanowisk. Już wiemy, że mieliśmy szukać i wbijać się szybciej. Ale udaje się !!! Jest grań. Ale Nas wymęczyło. Przy takiej ekspozycji zapomnieliśmy o wadze Naszych plecaków. Odczuwamy to teraz. Do szczytu Ciemniaka jeszcze kawałek. Idziemy na płn. Wieje jak diabli a co będzie na szczycie?! W końcu pojawia sie słupek szczytowy (2096m). Jest 11.30. Czas niby dobry, ale przed Nami jeszcze sporo drogi.
Zmieniamy kierunek na wschodni. Wieje niemiłosiernie. Miejscami ledwo utrzymujemy się na nogach. Rzuca Nami jak popadnie. Skoro tyle przeszliśmy, to damy radę - myślę - nie ma innej opcji.
Kolejno Krzesanica (2122m) - 11.45, Małołączniak (2096m) - 12.15, Kondracka Kopa (2005m) - 12.50. Jeszcze tylko Goryczkowe Czuby i już Kasprowy Wierch (1987m). Jesteśmy na nim o 16.00. Wyczerpani pozostawiamy plecaki w budynku stacji kolejki linowej i idziemy bez obciążenia przez Beskid do Przełęczy Liliowe.
JEST, UDAŁO SIĘ !!! Jesteśmy strasznie zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi.
Ostatni dzień miał być najłatwiejszym a okazał się prawie 11 godzinną ciągłą walką - z terenem, pogodą i własnymi słabościami.

Na koniec, wielkie podziękowania dla Pawła za partnerstwo, przez te całe 7 dni. Mam nadzieję, że również nie zapomni tej wspaniałej wyprawy...
Główną Grań Tatr Zachodnich polecam wszystkim, chcącym odczuć smak niesamowitej przygody, poznać swoją wytrzymałość i determinację w górach ... oczywiście zimą !!!

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego