Dufourspitze_relacja - Wojciech Gaszka - strona prywatna

Project1
  • banner_flash4
  • banner_flash1
  • wowslider
  • banner_flash3
cssslider by WOWSlider.com v8.6
Idź do spisu treści

Menu główne

Dufourspitze_relacja

TEMATY

Dufourspitze 21-25.09.2013

 
 
 

Jest 21 września 2013 roku - sobota. Jesteśmy w Täsch o godzinie 10-tej. Tutaj pozostawia się środki transportu. Wita nas piękne błękitne niebo, które jak później się okazuje, pozostaje z nami do końca wyprawy. Aby dostać sie do Zermatt - główne miejsce wyjść w góry, korzysta się z kolei lub busa. My wybieramy ten drugi, aby szybko i sprawnie się przemieścić, choć trochę droższy (kolei w jedną stronę kosztuje 8 CHF, bus 2 CHF więcej). Po dotarciu na miejsce (zajmuje to ok. 15 min. busem) natychmiast decydujemy się na wykupienie biletów w Gornergrat Bahn, kolejki zębatej na Gornergrat (3089m) na szczycie którym znajduje się obserwatorium astronomiczne. My wysiadamy stację wcześniej  na Rotenboden (2815m). Jest 12:00. Spoglądamy na drogowskaz. Monte Rosa Hütte - nasz dzisiejszy cel > 3.20. To chyba jakieś nieporozumienie - stwierdzamywspólnie ...  

 
 
 
 

Szlak początkowo trawersuje grzbiet Gornergrat, później schodzimy na dno lodowca. W końcowym odcinku kilkunastometrowa drabinka. Dość dużo czasu zajmuje nam omijanie i przechodzenie przez szczeliny na lodowcu. Po jego przejściu szlak "wchodzi w skały" na płytę skalną. Przy pomocy ułatwień typu klamry, poręczówki, wspinamy się wprost na schronisko. W końcowym odcinku teren wypłaszcza się. Po 6 godzinach marszu jesteśmy na drewnianej platformie otaczającej budynek znajdujący się na wysokości 2883m.

 
 
 
 

Jakoś głucho i cicho mówimy do siebie. Okazuje się, że schronisko zamknięte zostało parę dni wcześniej. Całe szczęście, że winter room jest otwarty, bo nie chce nam się rozkładać namiotów :) Pomieszczenie wprawia nas w zachwyt. Wygodne prycze (sztuk 12 +1 dostawka czyli sypialnia. Wraz z nią aneks kuchenny, w którym można było znaleźć prawie wszystko no i jadalnia oraz WC z dość ciepłą wodą (ogrzewana z paneli słonecznych). No tak, przecież jesteśmy w Szwajcarii - uradowani komfortem.

 
 
 
 

Winter room traktujemy jako bazę główną. Pozostawiamy tu zapasy żywności.
Kolejnego dnia naszym celem jest założenie bazy wysuniętej gdzieś na lodowcu, nieco wyżej od platform namiotowych znajdujących się, wg różnych opisów, powyżej schroniska w granicach śniegu, tak aby nie męczyć się zbytnio podczas ataku szczytowego. Nie spieszymy się. Mamy sporo czasu. Lodowiec jest naprawdę bardzo długi, a i na plecach sporo kilogramów. Dochodzimy do wysokości 3700m. Na lekkim wypłaszczeniu postanawiamy rozbić namioty. Ta wysokośc powinna nam spokojnie wystarczyć. Na szczyt mamy 900 m przewyższenia. Posiłek, foty i idziemy spać.

 
 
 
 
 
 

Poniedziałek, 23 września. Godzina 2:00 - pobudka. Lekki posiłek, pakowanie i wychodzimy o 3:00. Idziemy wciąż w górę i w górę lodowcem. Ślady lekko zasypane, im wyżej tym mniej widoczne. Na wysokości ok. 4000m ślady znikają. Robi sie zimno przez dość silnie wiejący wiatr. Torujemy drogę na zmianę, uważając na lekko zawiane szczeliny, które w nocy trudniej zauważyć i dokładnie ocenić. Spoglądamy na nawigację i kierujemy się na grań, na którą wchodzimy ok. 9:00. Wyłania się widok na stronę włoską z najwyżej położonym schroniskiem w Alpach - Capanna Margherita Hut znajdujące się na wysokości 4554m.

 
 
 
 
 
 

Teraz skręcamy ostro w lewo i pniemy się granią w kierunku szczytu. Przed Nami 2 ostre lodowe podejścia, później to już klasyczna lodowo-skalna wspinaczka. Na szczyt docieramy o godzinie 11:00. Jesteśmy w tym dniu pierwsi na szczycie. Widzimy za nami szybko wspinającą się "na lekko" dwójkę francuskich alpinistów. Dochodzą do nas po 20 minutach.

Na szczycie wieje dość silny wiatr. Według prognoz temperatura wynosi -5 stopni. Przy takim wietrze ok. -10 stopni. Po 25 minutach schodzimy, albo raczej zjeżdżamy po poręczówkach na przełęcz Silbersattel. Jesteśmy na niej o 13-tej. Cicho w planach mieliśmy jeszcze do zdobycia Nordend - najbliżej Dufoura, szczyt w paśmie Monte Rosy, jednak dość późna pora oraz brak znajomości drogi zejściowej z przełęczy (liczne potężne szczeliny dobrze widoczne z przebytej drogi, zmusiły nas do podjęcia tylko jednej decyzji -  schodzenia.

 
 
 
 

Po 3 godzinach byliśmy przy namiotach. Jak się okazało, nie taki diabeł straszny :( Około godziny 21:00 zasypiamy lub raczej próbujemy. Zrobiło się jakoś zimno. Rano wydaje się, że jeszcze bardziej. Czekamy z niecierpliwością na pierwsze promienie słoneczne docierające do naszej bazy. Kiedy to następuje, od razu robi się przyjemniej. Wychodzimy dopiero o 11:30. Już wiemy, że nie dotrzemy do Rotenboden. Ostatnia koleka odjeżdża o 19-tej. Więc wyruszamy spokojnie w dół podziwiając otaczające nas piękno. Do schroniska docieramy po 3 godzinach. Tu nadrabiamy braki żywieniowe, odpoczywamy i opalamy się. W końcu przyjechaliśmy "wypocząć" :)

 
 
 
 
 
 

25 września - środa. Ostatni dzień pobytu w górach Szwajcarii. Wychodzimy z winter roomu o 8:15, aby nie spalić się na słońcu. Przy stacji kolejki na Rotenboden jesteśmy po 4 godzinach, w  Zermatt o 13:00, skąd dla odmiany koleją do Täsch. Tu po przepakowaniu wyjeżdżamy ok. 15-tej.

 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego